Czy etyka ma płeć?

Magdalena Środa

W podręcznikach do etyki, omawiających różne stanowiska normatywne, coraz
częściej pojawia się „etyka troski” wraz z przymiotnikiem „feministyczna”. Ewa Hyży,
jedna z autorek tego numeru „Etyki”, twierdzi, że stanowisko to ma kilkadziesiąt
lat i że – rzeczywiście – jego „matkami” są feministki. Nazywa się je niekiedy
feministkami „maternalnymi” (od maternity), uważają bowiem, że właśnie relacja
macierzyńska powinna stanowić wzorzec wszelkich relacji moralnych w społe-
czeństwie. Gdyby jednak szukać również ojców tego stanowiska, trzeba by sięgnąć
znacznie głębiej w historię i zwrócić uwagę na Jezusa z Nazaretu, św. Franciszka
czy Davida Hume’a. Niektórzy widzą też pewne podobieństwa między etyką troski
a etyką spolegliwego opiekuństwa Tadeusza Kotarbińskiego. Zasadniczą różnicą
między tymi koncepcjami a feministyczną etyką troski jest to, że tamte odwołują
się albo do „wypracowanych” cnót (wzorzec etyczny Hume’a czy spolegliwe opie-
kuństwo to w istocie efekt pracy nad własnym charakterem), albo do czynników
irracjonalnych – miłość chrześcijańska w rozumieniu caritas jest przecież „cnotą
teologalną”, czyli będącą przedmiotem specjalnej łaski (wlanej). Tymczasem fe-
ministyczna koncepcja troski opiera się na uczuciu naturalnym, spontanicznym,
niekontrolowanym i ukonkretnionym.

Pobierz